Gabriela Kownacka urodziła się 25 maja 1952 roku we Wrocławiu, w inteligenckiej rodzinie wywodzącej się z Kresów, ale kompletnie niezwiązanej z teatrem i zawodami artystycznymi. Dorastała w atmosferze Wrocławia lat 70., gdy działali tam Jerzy Grotowski i Henryk Tomaszewski, odbywały się festiwale teatru otwartego, na które zjeżdżały zagraniczne zespoły. "Dla młodego człowieka było to wspaniałe otwarcie na świat" – wspominała. Była zafascynowana Grotowskim i marzyła, żeby ją zaangażował, ale była to końcówka jego działań stricte teatralnych.
W 1971 roku dostała się na wydział aktorski Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Warszawie. Już na pierwszym roku studiów, mając zaledwie osiemnaście lat, zagrała Zosię w "Weselu" Andrzeja Wajdy. To była przeszłość, do której – jak mówiła – nie chciała wracać: "Miałam wtedy 18 lat i byłam tuż po egzaminach do szkoły teatralnej. To jakby zupełnie ktoś inny".
Jej wybór aktorstwa był "ucieczką w fikcję". "Kiedy człowiek ma 19-20 lat, to się nie zastanawia. Właściwie nie ma pojęcia, czym ten zawód jest" – przyznawała. Bardziej fascynował ją świat książek, teatru, filmu niż rzeczywistość, która ją otaczała. Przez pierwszych 10-15 lat zawodowych odczuwała uprawianie aktorstwa jako ciężar. Jej życie zdawało się iść odrębną drogą niż praca.
W 1975 roku zadebiutowała tytułową rolą w sztuce "Pepsie" Pierrette Bruno w Teatrze Kwadrat w Warszawie, w reżyserii Edwarda Dziewońskiego. Pan Dziewoński zaproponował jej na czwartym roku PWST etat i rolę – "to była duża pokusa, żeby od razu zadebiutować, nie czekać długie lata". Przez trzy sezony z powodzeniem grała role farsowe. Doświadczenia komediowe przydawały się jej przez całe życie – od wczesnych lat patrzyła z ironią na siebie i świat, a to jest niezbędne w komedii.
Potem przeszła do Teatru Współczesnego Erwina Axera, a atmosferę podobną do wrocławskiej znalazła w warszawskim teatrze Studio u Jerzego Grzegorzewskiego. "Tam także nie czuło się zapachu 'starego teatru', zatęchłego w konwencji, lecz wspaniałą atmosferę otwartości" – wspominała. Trwała w tym niekonwencjonalnym teatrze przez kilkanaście lat, ciesząc się, że pozwala jej nie ograniczać się do ról "słodkich blondynek", do których predysponował ją typ urody.
Moim ukochanym spektaklem z gatunku komediowego było "Zagraj to jeszcze raz" Woody Allena w reżyserii Adama Hanuszkiewicza w teatrze Studio. Grała w nim z Wojtkiem Malajkatem przez siedem sezonów. "Cały czas świetnie się bawiliśmy i w ogóle nie byliśmy znudzeni. Widzowie przychodzili po kilkanaście razy. Jeszcze dzisiaj spotykam ludzi, którzy cytują fragmenty naszych scen. Po prostu miód na serce!" – wspominała.
Od 1999 roku była aktorką Teatru Narodowego w Warszawie. Przez całą karierę wystąpiła w około 50 filmach, w ponad 60 rolach Teatru Telewizji i w ponad 40 spektaklach teatralnych w całym kraju.
Największą popularność przyniosła jej kreacja Rity w "Trędowatej" Jerzego Hoffmana, uhonorowana Nagrodą im. Zbyszka Cybulskiego, oraz rola Anity w komedii muzycznej "Hallo Szpicbródka czyli ostatni występ króla kasiarzy" w reżyserii Janusza Rzeszewskiego i Mieczysława Jahody. Z wielkim powodzeniem zagrała w telewizyjnym serialu komediowym "Rodzina zastępcza" u boku Piotra Fronczewskiego, wcielając się w rolę Anki – matki kilkorga dzieci, także adoptowanych. Wystąpiła także w serialach "Matki, żony i kochanki" oraz "Niania".
"Nie wstydzę się tego, że gram w serialach" – mówiła. Przyjęła rolę w "Matkach, żonach i kochankach" ze względu na reżysera Juliusza Machulskiego – jego nazwisko gwarantowało, że film będzie oglądany. W "Rodzinie zastępczej" zagrała "taką matkę Polkę, a jednocześnie kobietę nieporadną". "Wymyślić, że ktoś, kto ma pięcioro dzieci, nie umie ugotować obiadu, to świetny chwyt w komediowym serialu" – tłumaczyła.
Nie bała się serialowej popularności. "Teraz jest ich tak dużo, że nie wydaje mi się, by były dla widza wyjątkowym wydarzeniem. W związku z tym nie widzę niebezpieczeństwa zaszufladkowania". Jej sytuacja zawodowa była "luksusowa" – równolegle funkcjonowała w różnych obiegu, była na etacie w Teatrze Narodowym, występowała w Teatrze Telewizji i filmach. "Bardzo sobie cenię, że mogę równocześnie mierzyć się z wysoką sztuką, np. w 'Halce Spinozie', czy w 'Dawnych czasach' Pintera i grać w serialu, który lubię. To nadzwyczajne. Ta różnorodność to optymalna sytuacja".
Na jej życie zawodowe największy wpływ miał Wojciech Has. Kiedy zaproponował jej pierwszą rolę w "Pismaku", była w trudnym okresie. Bardzo mało grała i sądziła, że jeśli dostaje niewiele propozycji, to pewnie jest złą aktorką. "Zaufanie Wojciecha Hasa do moich możliwości dało mi siłę. Uwierzyłam, że taki mistrz nie może się mylić i że wszystko się zmieni" – wspominała. Potem zagrała w jego następnym filmie – "Niezwykłej podróży Baltazara Kobera".
Ogromną rolę odegrał również Jerzy Grzegorzewski. "Jego teatr nauczył mnie – i uczy nadal – odwagi w interpretacji. Bo naprawdę twórcze jest znalezienie własnego języka i stylu".
Kownacka dość późno zrozumiała, że może obdarzyć graną postać czymś, co ją w danym momencie obchodzi. "Wcześniej nie zdawałam sobie sprawy, jakie możliwości daje ten zawód. Istniały dwie oddzielne sfery – ja od środka i to, co pokazywałam. Ale wreszcie zauważyłam w aktorstwie ten wielki dar – możliwość dyskutowania z własnymi problemami, z tym, co się czuje i myśli. Kiedy to odkryłam, zaczęłam lubić ten zawód i upatrywać w nim sens".
Jednocześnie była zwolenniczką kreowania postaci. "Sprzedawanie tylko siebie jest niewystarczające" – mówiła. "Mimo że już dość długo pracuję, ciągle szukam w sobie nowych możliwości i środków wyrazu. I to jest dla mnie – dojrzałej już kobiety – zaskakujące, że wciąż czuję, iż jeszcze nie zagrałam tego, na co pozwala mój talent. Mam wrażenie, że wszystko jeszcze przede mną".
Najlepiej czuła się w Teatrze Telewizji, gdzie grała wiele pięknych ról, jak w "Koncercie św. Owidiusza" i "Gdy rozum śpi" w reżyserii Piotra Mikuckiego czy w "Port Royal" w reżyserii Andrzeja Sapiji. "Tam jest i prawdziwa literatura, i normalne próby, i moja ukochana kamera, czyli znakomite połączenie dwóch żywiołów – teatru i filmu. Czuję się tam bardziej odpowiedzialna za to, co zrobiłam. Znacznie bardziej niż w filmie, gdzie dominują nożyczki i montaż".
Ceniła epizody. "W takiej pigułce trzeba znaleźć jakiś ostry pomysł, żeby to wyszło. Mnie to kręci – mierzenie się z taką materią, która pozornie wydaje się gorsza. Zawsze interesowali mnie aktorzy drugoplanowi i podziwiałam, jak fenomenalny był w takich rolach Roman Wilhelmi".
Nie znosiła "samowolki" i "żyćka" bezpośrednio fotografowanego. "Profesjonalizm polega na doskonaleniu kreacyjności, która pozwala połączyć formę i treść. W rozwijaniu sztuki aktorskiej widzę jej przyszłość" – mówiła.
W 2005 roku została odznaczona Złotym Krzyżem Zasługi za zasługi w pracy artystycznej.
Gabriela Kownacka była aktorką, która musiała przejść długą drogę, by pokochać swój zawód. Przez pierwsze piętnaście lat traktowała go jak ciężar, ucieczkę w fikcję od rzeczywistości. Dopiero spotkanie z wielkimi reżyserami – Hasem, Grzegorzewskim – i odkrycie, że może w granych postaciach dyskutować z własnymi problemami, nadało sens jej pracy. Lubiła różnorodność – od ról farsowych po wysoką literaturę, od serialów po teatr Studio, od epizodów po role pierwszoplanowe. Nie bała się dojrzałości, wierzyła, że wszystko jeszcze przed nią. I choć grała "słodkie blondynki", to najbardziej interesowało ją pokazywanie emocjonalności, wrażliwości i potężnej siły kobiet – tego, co często się pomniejsza.
Nazwa filmu
Ocena filmu
2006 | Dramaty
2003 | Dramaty
1999 | Komedie sensacyjne
1995 | Seriale
1992 | Komediodramaty
1992 | Psychologiczne
1989 | Komediowe
1988 | Kostiumowe
1986 | Obyczajowe
1984 | Komediowe
1984 | Psychologiczne
1983
1981 | Psychologiczne
1981 | Dramaty
1980 | Komediowe
1980 | Psychologiczne
1980 | Wojenne
1978 | Komedie sensacyjne
1977 | Dramaty
1977
1976 | Melodramaty
1975 | Psychologiczne
1972 | Dramaty
Nazwa filmu
Ocena
2006 | Animowane
Recenzje, komentarze ( 0 )
brak opinii. Twoja może być pierwsza!