Wikipedia/Wikimedia Commons; autor: Slawek's; licencja: CC BY-SA 2.0; pobrano: 2026-07-13; plik: File:Krauze02.jpg
Reżyser
Krzysztof Krauze
aktor, reżyser, scenarzysta
Krzysztof Krauze przyszedł na świat 2 kwietnia 1953 roku w Warszawie jako syn aktorki Krystyny Karkowskiej. Film był mu wpisany w DNA, choć początkowo nie jako reżyseria, ale jako obraz – studiował na Wydziale Operatorskim łódzkiej szkoły filmowej, którą ukończył w 1976 roku. "Dzięki tym studiom miał oko, przed którym nic nie mogło się ukryć" – wspominał Arkadiusz Janiczek, aktor z "Placu Zbawiciela".
Po studiach pracował w Se-Ma-For, realizując filmy animowane. W 1980 roku opuścił Polskę, wrócił w 1983. Był wtedy już po drugim małżeństwie – pierwsza żona w latach 1974-1975, druga to aktorka Ewa Sałacka, za którą wyszedł w 1979 roku. Razem wyjechali do Wiednia, gdzie Ewa grała w słynnym Volkstheater, potem mieszkali w Paryżu. Małżeństwo nie przetrwało emigracji – rozstali się pod koniec 1983 roku.
Przełom w jego życiu przyszedł w 1984 roku wraz z dokumentem "Jest" o pielgrzymce prześladowanych przez SB ludzi ze wsi Zbrosza Duża. Film czekał na emisję pięć lat, wcześniej otrzymał nagrody podziemnej "Solidarności" i paryskiej "Kultury". Pielgrzymi szli, wspominając wydarzenia z lat gomułkowskich, gdy w ich wiosce doszło do zbezczeszczenia najświętszego sakramentu przez milicję i SB.
Piętnascie lat po realizacji filmu mówił o tym, że stan wojenny był dla wielu momentem prawdy: "Każdy wychodził poza siebie ku czemu wspólnemu. Jak w miłości. I to pozostało". Film nazwał "przepustką" do zespołu TOR, kierowanego przez Krzysztofa Kieślowskiego i Krzysztofa Zanussiego. "Tam było dotknięcie prawdy. I to jedyna droga" – tłumaczył.
W 1988 roku nakręcił w TOR-ze swój debiut fabularny "Nowy Jork - czwarta rano". Publiczność odebrała film z aplauzem, dostał nagrodę za najlepszy debiut w Gdyni. Ale sam uznał sukces za porażkę. "To była katastrofa. Ludzie, na których opinii mi zależało, zachowali dużą rezerwę. Spytałem Krzyśka Kieślowskiego, dlaczego pozwolił mi ten film zrobić. Odpowiedział, że nie chciał go zatrzymać, bo bał się, że coś we mnie pęknie. I tak pękło".
Przez osiem lat nie stanął za kamerą. "Ale ja wierzę, że wszystko w życiu człowieka dzieje się po coś" – wyjaśniał. Zaczął rozumieć, że film musi nieść prawdę. "Trzeba się do tej prawdy dogrzebywać. Nawet najbardziej wykreowany film musi ją nieść".
W tym czasie poznał Małgorzatę Szurmiej, swoją trzecią żonę, z którą miał córkę Sarę Karolinę. Ale dopiero powrót do reżyserii przyniósł mu odpowiedź na pytanie, kim jest jako twórca. "Krzysztof stale starał się dowiedzieć, kim jest. Ale wiedział na pewno, kim nie jest. Bo nie był, nie chciał być reżyserem-rzemieślnikiem. Stawał za kamerą tylko wtedy, gdy miał coś do powiedzenia – zwykle o tych słabszych, którzy sami nie mieli siły krzyczeć" – pisała Barbara Hollender.
"Gry uliczne" (1996) powstały z poczucia winy. Stanisław Pyjas, zamordowany w 1977 roku za działalność opozycyjną, był rówieśnikiem Krauzego – obaj urodzili się w 1953 roku. "Jeden z bohaterów filmu wspomina, że kiedy on i jego koledzy podjęli w Krakowie działalność opozycyjną, dawni znajomi zaczęli na ich widok przechodzić na drugą stronę ulicy" – wspominał prof. Tadeusz Lubelski. "Obawiam się, że ja też przechodziłem na drugą stronę ulicy" – przyznał Krauze. Jakby chcąc zmazać winę dawnego zaniechania, poszedł tropem Pyjasa.
Prawdziwy przełom przyszedł z "Długiem" (1999), współtworzonym z dziennikarzem Jerzym Morawskim. To jeden z nielicznych uczciwych zapisów polskiej transformacji – prawdziwa historia przedsiębiorcy Sławomira Sikory, który osaczony przez gangstera, zabija swojego oprawcę. Jest w tym filmie bezradność państwa, prowizorka lat 90., agresja, hegemonia pieniądza. I portret człowieka zaszczutego, który traci wszystko, co dla niego ważne. Po licznych próbach, odwołaniach i prośbach o ułaskawienia do prezydenta, w 2008 roku pierwowzór głównego bohatera wyszedł na wolność. Gdy kilka lat później zapytano Krauzego, czy kinem można coś zmienić, wskazał właśnie ten film.
To Andrzej Chyra w "Długu" zaczął swoją wielką karierę. Krauze miał nieprawdopodobną rękę do odkrywania nowych aktorów. "Nie mamy pojęcia, ilu jest w Polsce wspaniałych aktorów, którzy grają w teatrach dla garstki widzów. A Krzysztof zdawał sobie sprawę, żeby tam pójść i ich poszukać" – wspominała Grażyna Wolszczak, która sama zadebiutowała w jego "Grach ulicznych" jako dziennikarka Maria.
Podczas pracy nad "Długiem" poznał Joannę Kos, młodszą od niego o pokolenie. Pobrali się tuż przed pierwszym klapsem "Mojego Nikifora" (2004), do którego pisali już razem scenariusz. "Tworzyli piękną parę, czasem się kłócili, bo oboje byli silnymi osobowościami, ale było między nimi coś, co zdarza się rzadko — wzajemny szacunek, pewność, że mogą na siebie liczyć, zdolność do poświęcenia" – pisała Barbara Hollender.
"Mój Nikifor" to liryczna opowieść o malarzu prymitywiście w genialnej, chaplinowskiej kreacji Krystyny Feldman, ale również o przyjaźni i poświęceniu. Marian Włosiński zrezygnował z własnej sztuki, by opiekować się momentami niewdzięcznym i trudnym Łemkiem analfabetą. Film zdobył nagrodę główną i nagrodę za reżyserię na festiwalu w Karlowych Warach.
W 2006 roku przyszła diagnoza – rak prostaty. W tym samym roku powstał "Plac Zbawiciela", film mocno osadzony we współczesności, realistyczny, ostry. Spiralę zła nakręca tu bankructwo dewelopera, które przekreśla plany młodego małżeństwa. To opowieść o pogrążającej się w depresji kobiecie, ale i kulturze – patriarchalnej i brutalnej. "Polska stała się krajem, w którym liczy się siła. Nie szanuje się słabszych. Mniejszości, kobiet, dzieci, chorych, inwalidów. Obowiązkiem ludzi myślących jest walka o ich prawa" – mówił. Film zdobył Złotego Lwa w Gdyni i Orła.
Ostatnim filmem była "Papusza" (2013) z Joanną – pierwszy polski film o losach polskich Romów na przestrzeni ostatniego wieku. Odkryli w nim Zbigniewa Walerysia, który za drugoplanową rolę dostał Orła. Film zbierał laury na festiwalalach od Urugwaju po Stambuł.
O swojej chorobie, walce z nią i prawie do eutanazji wielokrotnie wypowiadał się w mediach. Życie z chorobą – czy wbrew niej – stało się jego nowym dziełem. Pracował wraz z żoną nad filmem "Ptaki śpiewają w Kigali" o ludobójstwie w Rwandzie. Od lat małżeństwo pracowało też nad scenariuszem o zbrodni w Jedwabnem.
Zapytany wprost, czy uważa się za chrześcijanina, nie chciał być wolny od tego rodzaju deklaracji. Odpowiedział jak filozof: "Wierzę w wieczność duszy. I w to, że to życie jest tylko pewnym etapem naszej przygody. Wiele ludzkich cierpień bierze się z przeświadczenia, że rodzimy się, umieramy i koniec. Chce się wyszarpać jak najwięcej z życia – tak rodzi się agresja, przemoc, nieszczęścia. Zdawałoby się, nie ma w tym układzie miejsca na wolność. Jednak wolność jest – kiedy na to wszystko patrzymy, w naszym stosunku do tego determinizmu".
Jego filmy były przypowieściami o tym, co znaczy być wolnym. "Dług" pokazywał, że przyznanie się do winy jak w "Zbrodni i karze" jest momentem odzyskania wolności. "Mój Nikifor" był lekcją pokory, "bycia nikim". "Na tym polega duchowa przemiana – od 'ja' do 'nikt', od brania do dawania" – tłumaczył. "Plac Zbawiciela" pytał o przemoc i moment, kiedy człowiek staje się niewolnikiem własnych pragnień. Ale zawsze w jego filmach była jakaś szczelina, przebłysk jasności. W zakończeniu "Placu Zbawiciela" udaje się powstrzymać strumień zła, jakby odwrócić jego bieg.
W jednym z ostatnich wywiadów mówił: "Chcę być sobą. Śmierć jest czasem jedynym lekarstwem na życie. Moja śmierć może uwolnić życie. Może być źródłem życia". Więc nawet tam widział "jasną stronę".
Zmarł 24 grudnia 2014 roku, w Wigilię. Miał sześćdziesiąt jeden lat. Być może to nie przypadek, że odszedł właśnie tego dnia – ten, który wierzył w wieczność duszy i w to, że życie jest tylko etapem naszej przygody.
"Krzysztof miał w sobie coś, czego wielu filmowców nie ma. Żeby zrobić film, poświęcał wszystko. Miał piekielny talent i potrzebę zrobienia czegoś fenomenalnego. Nie robił filmów niepotrzebnych, błahych" – wspominali współpracownicy. Jerzy Morawski dodał: "Niektórzy ludzie zostawiają po sobie ogromną pustkę. Krzysztofa Krauze straszliwie brakuje. Uwagi, z jaką przypatrywał się rzeczywistości. Jego filmów, którymi zawsze mówił nam coś ważnego o nas samych".
Został człowiekiem, który robił filmy "w obronie" – delikatności i wszystkiego, co niesłusznie uważa się za słabość. W obronie ludzi: skrzywdzonych, słabych, tych, którzy z trudem walczą o głos. Pozostawił po sobie dzieła, które pytają o najważniejsze: o wolność, winę, odkupienie, prawdę. I wiarę, że nawet w najciemniejszych historiach jest jakaś szczelina światła.
- Data urodzenia
- 2 kwietnia 1953
- Miejsce urodzenia
- Warszawa, Mazowieckie
Filmografia
Komentarze
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.
Brak komentarzy.